Poradników z cyklu „Jak zarabiać na małym blogu” są w internecie setki. Ja nie jestem specjalistą od monetyzacji, więc jeśli szukasz gotowych rozwiązań, to muszę Cię zmartwić, ale takie coś nie istnieje. Portal CyberBay.pl prowadzę od blisko dwóch lat. Przez ostatni rok mocno naciskałem na rozwój, co w efekcie przyniosło pożądane efekty. Zaznaczam, że kokosów nie ma, ale jako początkujący twórca mogę pokazać, jak wygląda prowadzenie bloga od kuchni. Pokażę Wam ile i na czym zarobiłem w ostatnim roku oraz jakie metody zarabiania dają mi najlepsze efekty.
Czy da się zarabiać na blogu?
Wiem, że wiele osób ciekawi jak wygląda zarabianie na blogu i ile w zasadzie można zarobić. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, to ustalmy sobie jeden podstawowy fakt. Aby zarabiać trzeba mieć wyświetlenia i stałe grono odbiorców. To oczywiście wymaga czasu, ogromnych nakładów pracy i… systematyczności. Ja jestem dopiero na początku swojej drogi i doskonale wiem, że bycie systematycznym jest szalenie trudnym zadaniem. Oczywiście trzeba jeszcze mieć o czym pisać i najlepiej posiadać jakąś wiedze z danego tematu. Internet to środowisko gdzie nic nie ginie, a ludzie bardzo szybko weryfikują, która informacja jest prawdziwa, a która nie. Nie warto więc pisać bzdur i bezwartościowych treści tylko po to, by coś publikować.
Grono odbiorców już jest. Jak zatem zacząć zarabiać na blogu?
Zacznijmy od tego, że w przypadku tak małych twórców, jak ja, rzadko mówi się o pieniądzach. Głównym benefitem są produkty otrzymywane na zasadzie barteru – produkt za recenzje. Nie zmienia to jednak faktu, że bloga da się monetyzować, ale nie jest to łatwe. Większość patentów, jakie znajdziecie w „poradnikach”, można włożyć między bajki. W przypadku małych twórców duże firmy pozostają głuche. W minionym roku wysłałem wiele maili z propozycją współpracy. To, że mało kto był zainteresowany, nie jest dla mnie problemem. Doskonale ich rozumiem. Grupa odbiorców nie jest duża, więc najzwyczajniej w świecie firmom nie opłaca się współpraca. Bolesne jest to, że 90% tych firm nawet nie odpisało na maila. Czy odpowiedź pokroju „Dziękujemy za wiadomość, ale nie jesteśmy zainteresowani” to tak wiele?
Całe szczęście, z pomocą przychodzą mniejsze firmy, które zdecydowanie przychylniej patrzą na maluczkich. Dla mnie takie współprace są niezwykle cenne i cieszę się, że nie ograniczają się do jednorazowych akcji, tylko tworzą podwaliny pod długą i udaną współpracę.
Barter, czyli wpis w zamian za produkt to bardzo dobre rozwiązanie na początek. Dla firm taka forma współpracy kosztuje tyle co nic, a dla twórcy jest źródłem pozyskiwania produktów do testów. Wszystkie produkty, które otrzymałem do testów w 2020 roku, nadal są w moim posiadaniu. Nie mam zamiaru ich sprzedawać. Większość przydaje mi się w codziennym życiu, a inne zostawiłem na przyszłość np. na poczet WOŚP albo jako nagrody w konkursach.
Czy da się zarabiać na blogu – Reklamy Adsense
Oczywistym i teoretycznie najpopularniejszym sposobem jak zarabiać na małym blogu są reklamy. Niestety jest to chyba najmniej opłacalna metoda zarabiania. Jasne, jeśli wrzucisz reklamy absolutnie wszędzie, to zarobki będą niezłe, ale blog straci na atrakcyjności. Ja ograniczam się do trzech stałych i nieinwazyjnych banerów osadzonych w szablonie strony, oraz jednej reklamy umieszczonej w treści artykułu.
Po prawie dwóch latach działalności, saldo konta Google AdSense wynosi zawrotne 241 zł i 46 groszy… Jest to kwota, która wystarczy jedynie na pokrycie kosztów utrzymania domeny i hostingu. Niestety w naszym kraju bardzo dużo osób korzysta z Adblock-a, co dramatycznie obniża dochód.

Kliknięcia w linki i programy partnerskie
Sposobem, który przynosi wymierne korzyści w moim przypadku, są programy partnerskie, które oferują pieniądze za kliknięcia w linki i zakupu polecanych produktów. Osobiście korzystam z Programu Partnerskiego Ceneo i jak na razie jestem z tego bardzo zadowolony. W minionym roku zarobiłem w ten sposób 540 zł i zapewne przeznaczę je na rozwój kanału.
Sposób ten jest prosty i opłacalny. Jeśli ktoś nie chce współpracować z Ceneo, to podobny system oferuje np. X-kom. Za każdy zakup z naszego linku otrzymamy prowizję. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jest tak dużo artykułów pokroju “TOP 10 monitorów do 1000 zł”, to tu macie odpowiedź. Rankingi klikają się bardzo dobrze, a do tego, jeśli ktoś kupi produkt, korzystając z linku, twórca otrzyma kilka procent prowizji. Jest to dobra i nieinwazyjna metoda wsparcia twórców. Kupujący nic nie traci, a ma możliwość wsparcia ulubionego portalu czy blogera.
Artykuły na zlecenie – Platformy ze zleceniami
Ostatnią metodą monetyzacji, z której korzystałem, są portale, na których firmy ogłaszają się w poszukiwaniu influencera, który pomoże w promowaniu ich produktu. Ja używałem reachblogger, ale nie jestem zadowolony. Przez rok udało się załatwić dwie współprace, które w moim odczuciu miały sens. Zarobiłem na tym zawrotne 21 zł. Fakt, ofert było więcej, ale te dotyczące hazardu czy podejrzanych platform z grami nawet nie brałem pod uwagę. Cenię sobie to, co wypracowałem i nie mam zamiaru publikować rzeczy, które uważam za nieuczciwe albo kiepskiej jakości. Ponadto, od tego roku, reachblogger pozwala tylko na współprace na zasadzie faktury, więc osoby bez działalności nie będą mogli z tego skorzystać.
Nie zmienia to jednak faktu, że platformy partnerskie są przydatne i nawet jeśli Wy niczego nie szukacie, to dajecie szansę reklamodawcy, by to on trafił na waszą stronę.
Pieniądze to nie wszystko
Odpowiadając na pytanie z tytułu „Czy da się zarabiać na małym blogu” odpowiem – Tak, ale to się nie opłaca.
Swoją przygodę z prowadzeniem bloga, kanałem YouTube i testowaniem sprzętu zacząłem typowo hobbystycznie. To, że po dwóch latach pojawiły się jakieś dochody, niczego nie zmienia. Zobaczcie sami. Przyjmijmy, że napisanie jednego artykułu zajmuje mi 4 godziny. Nie wliczam do tego czasu, jaki poświęcam na nagrywanie i obróbkę filmów ani na zarządzanie pozostałymi mediami. W 2020 roku napisałem ich 57, co po przeliczeniu daje 228 godzin. To więcej niż etat. Jeśli przyjmiemy, że łącznie zarobiłem 1000 zł, to po podzieleniu przez ilość godzin wychodzi trochę ponad 4 zł za godzinę. Sami widzicie, że pod względem finansowym jest to strata czasu.
Na szczęście ja swojej działalności nie traktuje jako źródła dochodu. Cały czas podchodzę do tego jako do hobby realizowanego z pasją w trosce o to, by przygotować treści, która mogą się komuś przydać. To, że CyberBay.pl na siebie zarabia to świetna sprawa. Mam pieniądze na zakup domeny, hostingu, certyfikatów, licencji i zostaje jeszcze na jakiś drobiazg np. nowy mikrofon do nagrywania. W głębi duszy chciałbym, żeby kiedyś portal stał się źródłem mojego utrzymania, ale do tego jeszcze bardzo daleka droga i nie ma pewności, że tak się stanie. Z tego powodu, wszystkim tym, którzy chcą rozpocząć przygodę z Youtube czy blogiem tylko dla pieniędzy radzę, by poszukali innego, mniej szalonego pomysłu.
A jakie Wy znacie sposoby na zarabianie na blogu? Dajcie znać, co sądzicie w moich wynikach i co byście poprawili tak, aby portal Cyberbay.pl stał się jeszcze lepszym miejscem?