Nvidia pod naporem graczy zmieni oznaczenia kart graficznych tak, aby ich wydajność i wersja była łatwiejsza do odczytania. Już w styczniu pojawiła się informacja, że Nvidia wycofuje oznaczenia sufiksowe z użycia. Do tej pory mobilne karty graficzne oznaczane były różnymi dopiskami takimi jak Max-Q czy Max-P. Niby proste, a tak naprawdę nie wiadomo, na jaką realną wydajność można liczyć. Po tych informacjach w mediach pojawiła się fala negatywnych komentarzy, co zmusiło firmę do działania i zmiany sposobu oznaczania wydajności kart graficznych. Powitajcie TGP.

Oznaczanie kart graficznych – skąd problem?
Problem jest złożony i obecny na rynku od lat. W przypadku mobilnych układów graficznych o dużej wydajności panował podział na Max-Q oraz Max-P. Już samo to było enigmatyczne, a wycofanie oznaczeń wprowadzało jeszcze większy zamęt. Podobny problem dotyczył budżetowych układów graficznych. Kiedy spojrzymy na takie karty jak GeForce MX330 czy MX350 sytuacja jest jeszcze gorsza. Nie dość, że karty występowały z różną ilością pamięci VRAM (2 GB lub 4 GB) to jeszcze ograniczały je różne TDP i taktowania. Producenci oczywiście nie mieli ochoty, by wprost informować o tym kupującego, co często skutkowało rozczarowaniem po zakupie.
Nowy system oznaczania wydajności
Nowe oznaczenia kart graficznych w końcu wprowadzą porządek. Nvidia ogłosiła, że wszyscy producenci, którzy chcą sprzedawać notebooki z układami RTX 30, już na etapie specyfikacji muszą informować o limicie mocy wyrażanym w TGP (Total Graphic Power). Co ważne, nie chodzi tu jedynie przedstawienie wartości szczytowych. Podstawą ma być nominalna wartość TGP, jaką karta zapewnia przez cały. Ewentualny tryb trubo/boost ma być podawany osobno.

Wiodący producenci bardzo szybko zareagowali na te wytyczne i jak podaje videocardz.com, nowe oznaczenia zostały wprowadzone w życie. Nie zdziwcie się, więc gdy następnym razem, w specyfikacji laptopa znajdziecie dopisek 125 W TGP (+15 W Dynamic Boost). Na tej podstawie łatwo zauważyć, że mało który laptop z RTX 3080 pracuje z maksymalną mocą. Przypomnę tylko, że karta ta limitowana jest do 150 W, podczas gdy większość producentów laptopów wydaje ją z ograniczeniem do 120 W albo mniej.
Pozostaje mieć nadzieje, że wkrótce wszystkie mobilne układy graficzne będą oznaczane w podobny sposób. Taka standaryzacja znacząco poprawi czytelności i nawet osoby nieobeznane z tematem będą wiedziały, co kupują.
A Wy co sądzicie o nowych oznaczeniach kart graficznych? Myślicie, że to krok w dobrą stronę czy nic nieznacząca papka marketingowa?